Kino ATOM
Miasto: Wrocław
Poniżej przytaczamy artykuł Agaty Saraczyńskiej z Gazety Wyborczej we Wrocławiu, który ukazał się 22 kwietnia 2008 roku. Tyuł tekstu:
"Znika ostatnie wrocławskie kino bez popcornu"
Przegląd filmów holenderskich zakończył ośmioletnią działalność kina Atom w budynku przy ul. Piłsudskiego. Zniknie ostatnie wrocławskie kino bez popcornu i komercyjnej sieczki filmowej. Pożegnalny seans w sobotę
Atom był ostatnim przyczółkiem Akademickiego Centrum Filmowego prowadzonego przez Piotra Weissa. Wcześniej zamknięte zostało jego kino Oskar, a trzy lata temu także Pałacyk.
Wszystkie działały kątem w budynkach niepełniących funkcji kinowych i wszystkie miały wierną publiczność. Bo nigdzie indziej we Wrocławiu nie było tak ambitnego repertuaru, filmów, które nie trafiają na ekrany multipleksów lub błyskawicznie z nich znikają.
W budynku NOT-u kino działało od niepamiętnych czasów - salę senatu śląskiego na salę kinową zamieniono jeszcze w latach 30. minionego wieku. Po wojnie działał tu jeden z pierwszych wrocławskich Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Atom, który zaczął działać przy ul. Piłsudskiego w 2000 roku, choć był kinem premierowym, kontynuował starą dobrą tradycję DKF-ów.
Wygrywał z nowoczesnymi kinami dzięki wiedzy i pasji Piotra Weissa, który nie tylko sprowadzał filmy od dystrybutorów, ale też współpracował z ambasadami, zagranicznymi przedstawicielstwami kulturalnymi.
To tu, na długo przed festiwalem Era Nowe Horyzonty, trafiały filmy sprowadzane do Polski przez Romana Gutka. Nie te kasowe, ale dziwne, poszerzające naszą wiedzę o filmie. Tu widziałam zjawiskowe "Wiosna, lato, jesień, zima, i... wiosna", czy "Lalki" Takeshi Kitano, które oglądane później z płyty DVD nawet w ułamku nie były już tak urodziwe. Bo duży ekran zawsze ma przewagę nad największym monitorem, nawet gdy siedzi się na twardym krzesełku.
Wszyscy bywalcy wiedzieli, że najlepsze miejsca w Atomie to te w 10. rzędzie, w środku - tu przynajmniej można było wyciągnąć nogi. I choć sale kinowe ACF nie były równie wygodne jak te w multipleksach, to na brak widzów nie narzekały. Tu organizowane były sylwestry filmowe, tu bito rekord Guinnessa w długości oglądania filmów, tu na przeglądach kina hiszpańskiego, niemieckiego czy rosyjskiego sala wypełniona była po brzegi. Na co dzień przychodzili tu kinowi koneserzy. Ci, którzy przynosili do kina popcorn, musieli zostawić go na czas seansu w kasie. Bo tu czas się zatrzymał, nadal można było poczuć magię srebrnego ekranu.
Atom nie zostanie zamknięty z powodu długów czy braku zainteresowania widowni, bo zaległości w płaceniu czynszu Akademickie Centrum Filmowe nie miało.
To właściciel budynku, Naczelna Organizacja Techniczna, wypowiedział Weissowi umowę najmu.
Pretekstem była potrzeba modernizacji sali.
Weiss: - O tym, że kino wymaga remontu, mówiłem od dawna. Niewygodne fotele, brud, zimno i gdyby nie moje dogrzewanie sali, publiczność widziałaby zimą swój oddech, a nie film.
Krążą słuchy, że kino z NOT-u nie zniknie - ponoć swoją ofertę złożył na jego prowadzenie Norbert Szczygliński, jeden z warszawskich organizatorów Kobiecych Salonów Filmowych.
Nowy najemca będzie musiał wyposażyć kino w nowy sprzęt projekcyjny, oświetleniowy, nagłośnienie, bo ten, co teraz działa w Atomie, w całości należy do Akademickiego Centrum Filmowego.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
















To było świetne kino. Bardzo klimatyczne drewniane wnętrze. Pierwszy raz byłem w Atomie niedługo po przeprowadzce do Wrocławia na filmie Amelia; w kinie było może z 10 osób, pamiętam ten seans do dziś super film w super kinie, później byłem jeszcze na kilku innych dobrych filmach m.in. na filmie Bergmana ” Tam gdzie rosną poziomki” bodajże w grudniu 2006 zaraz po świętach.